Film o ks. Kaczkowskim w Ełku. Opowieść, która porusza
Mieszkańcy Ełku mogli zobaczyć na dużym ekranie historię, która nie daje o sobie zapomnieć. W sali widowiskowej Ełckiego Centrum Kultury wyświetlono dokument o ks. Janie Kaczkowskim, twórcy puckiego hospicjum. To zbudowana z prywatnych nagrań i archiwaliów opowieść o chorobie, rodzinie i potrzebie bliskości.
Sala widowiskowa przy ul. Wojska Polskiego zgasła światła punktualnie o 15:30. Na ekranie pojawił się człowiek, którego wielu mieszkańców zna z książek, cytatów i zapamiętanej roli filmowej, a którego teraz można było usłyszeć wprost — jego własnym głosem. Pokaz w Ełckim Centrum Kultury nie był zwykłym seansem repertuarowym, lecz spotkaniem z historią opowiedzianą od środka, bez narratora i bez upiększeń.
Chodzi o pełnometrażowy dokument „Dzień dziecka księdza Jana Kaczkowskiego”, który 11 września 2026 roku wszedł do kin w całej Polsce. Ełk znalazł się wśród miast, które włączyły tytuł do programu w premierowym tygodniu. Niedzielny seans trwał 76 minut i zgromadził widzów szukających kina innego niż rozrywkowe — osobistego, cichego i wymagającego skupienia.
Czytaj też85 stypendiów dla młodych talentów z powiatu olsztyńskiegoDlaczego dzień dziecka
Tytuł filmu ma podwójne znaczenie i to ono prowadzi całą narrację. Jan Kaczkowski dowiedział się o glejaku mózgu 1 czerwca 2012 roku, właśnie w Dzień Dziecka. Rezonans wykonany tego dnia podzielił jego życie na czas przed diagnozą i po niej. Twórcy przypominają, że od tamtej chwili duchowny mówił o sobie z przekornym dystansem jako o onkocelebrycie, ale chorobę potraktował jako początek najważniejszej drogi, a nie jej koniec.
Drugie znaczenie tytułu odsyła do dzieciństwa. Urodzony w 1977 roku w Gdyni i wychowany w Sopocie chłopiec, wrażliwy i ciekawy świata, wielokrotnie wraca we wspomnieniach bohatera. W filmie jego wczesne lata dopowiadają animacje oparte na zachowanych dziecięcych rysunkach. To właśnie dom rodzinny, relacja z rodzicami i wczesna wrażliwość na drugiego człowieka mają tłumaczyć późniejsze wybory księdza — posługę wśród ciężko chorych i utworzenie Puckiego Hospicjum pw. św. Ojca Pio.
Portret bez pomnika
Za scenariusz, zdjęcia i montaż odpowiada Artur Wierzbicki, dokumentalista znany między innymi z filmów „Deptak” i „Bez kurtyny”. Jak sam przyznaje, punktem wyjścia był dla niego niedosyt po fabularnym „Johnnym” z 2022 roku. Zaczął szukać materiałów, które pokazałyby Kaczkowskiego poza utrwalonym obrazem charyzmatycznego mówcy.
Konstrukcja dokumentu jest nietypowa. Nie ma w nim klasycznych wywiadów z ekspertami ani kolejnych osób opowiadających o bohaterze. Osią jest dźwięk — przede wszystkim zapis długiej rozmowy Piotra Żyłki z księdzem Janem, prowadzonej przy pracy nad książką „Życie na pełnej petardzie”. Twórcy najpierw zmontowali z niej rodzaj słuchowiska, a dopiero potem dołożyli obraz: setki taśm telewizyjnych i radiowych, domowe kasety, fotografie, w tym intymne zdjęcia Damiana Kramskiego, przyjaciela duchownego.
Reżyser podkreśla, że nie chciał stawiać pomnika: „Nie chcieliśmy tworzyć pomnika, tylko opowiedzieć o wielowymiarowej postaci, ze wszystkimi słabościami i pęknięciami”. Dlatego w filmie są momenty skupienia i wzruszenia, ale też zwątpienie, złość i fizyczna kruchość. Świadomie pominięto najbardziej dosłowne materiały medyczne, w tym zapis operacji usunięcia guza. Szacunek wobec bohatera i jego bliskich okazał się ważniejszy niż epatowanie cierpieniem.
Dziesięć lat po śmierci
Premiera nie jest przypadkowa. Telewizja Polska, koproducent i dystrybutor kinowy, wprowadziła film dokładnie dziesięć lat po śmierci księdza, który zmarł 28 marca 2016 roku w wieku 39 lat. Dla wielu widzów będzie to powrót do postaci po sukcesie fabuły z Dawidem Ogrodnikiem, dla innych — pierwsze tak bliskie spotkanie.
Szczególną wagę ma wątek rodzinny. Inicjatorem dokumentu był ojciec duchownego, Józef „Ziuk” Kaczkowski, któremu zależało na zachowaniu prawdziwego obrazu syna — z jego humorem i sposobem patrzenia na ludzi. Zdążył zobaczyć gotowy film na dwa miesiące przed własnym odejściem. Brat księdza, Filip Kaczkowski, mówi wprost, że część nagrań była nieznana nawet najbliższym, łącznie z osobistym pożegnaniem, które Jan zostawił rodzinie.
Twórcy zaznaczają, że choć duchowość jest w tej historii obecna, obraz nie jest skierowany tylko do wierzących. Reżyser opisuje go jako film o empatii, wrażliwości i człowieczej stronie każdego z nas. Tę uniwersalność docenił już Zespół Edukatorów Filmowych, przyznając produkcji Znak Jakości za narrację wolną od hagiografii.
Co warto wiedzieć przed seansem
Niedzielny pokaz w ECK odbył się 13 września o godz. 15:30 w sali widowiskowej przy ul. Wojska Polskiego 47. Produkcja jest oznaczona jako dokument biograficzny, w języku polskim, przeznaczony dla szerokiej publiczności. Osoby, które nie zdążyły na ten termin, powinny śledzić repertuar Ełckiego Centrum Kultury i ełckich kin — tytuł trafił do ogólnopolskiej dystrybucji i według zapowiedzi będzie grany także w kolejnych dniach, w tym w ramach pokazów 14 września.
To dobra propozycja dla widzów, którzy czytali książki księdza Jana albo widzieli „Johnny’ego” i chcą usłyszeć jego własną wersję. Warto zarezerwować sobie chwilę po napisach końcowych — ten film zwykle zostaje w głowie na dłużej niż droga powrotna z kina.
Źródła
Tekst opracowany z pomocą sztucznej inteligencji. Za publikację odpowiada Redakcja Co w Olsztynie.
Powiązane materiały
Ełk malowany emocjami. Finał wystawy Edyty Mańczuk
To ostatnie godziny na zobaczenie najnowszych obrazów Edyty Mańczuk w Ełku. Wystawę „W lesie, w ogrodzie… i nie tylko” w Galerii Ślad Ełckiego Centrum Kultury można oglądać tylko do 13 września 2026 roku. Ełczanka, nauczycielka i absolwentka toruńskiej ASP, od lat zamienia mazurską przyrodę w opowieść o kolorze, świetle i emocjach.
Największy rynek w Polsce nie jest w Krakowie. Jest w Olecku
Największy rynek w Polsce wcale nie stoi w Krakowie ani we Wrocławiu. Rekord należy do Placu Wolności w Olecku, który zajmuje 6,43 ha i ma kształt trapezu. Wytyczony w XVI wieku plac do lat 50. XX wieku służył targom i jarmarkom, dziś wypełnia go park z kościołem, pomnikiem Piłsudskiego i ławeczką Janusza Panasewicza.
Kolejowe zabytki na Mazurach. Śladami linii Prus Wschodnich
Przed II wojną światową Warmia i Mazury miały najgęstszą w Polsce sieć kolejową — w 1939 r. działało tu ponad 2 tys. km linii. Po 1945 r. większość z nich rozebrali żołnierze radzieccy, a z połączeń zostały mosty, wiadukty i semafory. Dziś zabytki tworzą najciekawsze turystyczne szlaki regionu, a kolej powoli wraca tu w ramach planów CPK.