Olsztyn: sześciolatek od pięciu miesięcy bez przedszkola
Sześcioletni Tymek z Olsztyna od 9 kwietnia nie chodzi do żadnego przedszkola. Jego mama zabrała go z placówki specjalnej po odsłuchaniu nagrania, na którym słychać płacz dziecka i groźbę dorosłej osoby. Sprawę bada prokuratura, a miasto — mimo upływu pięciu miesięcy — nie wskazało chłopcu innego bezpiecznego miejsca.
Pół roku miało wystarczyć, by sześciolatek wrócił do rówieśników, terapii i codziennego rytmu. Tymczasem Olsztyn ma we wrześniu chłopca, który zamiast plecaka szykuje się na kolejny dzień w domu. Historia Tymka zaczęła się w specjalistycznej placówce, a dziś jest już historią o wydolności miejskiego systemu edukacji.
Chłopiec ma sześć lat, autyzm i — jak wynika z relacji mamy — lekką niepełnosprawność intelektualną. Potrzebuje przewidywalnego planu dnia, wsparcia w komunikacji i stałej pracy terapeutycznej. Od 9 kwietnia 2026 roku nie realizuje wychowania przedszkolnego. Jego mama, Barbara, mówi wprost, że minęło już dziesięć dni września, a syn nadal nigdzie nie uczęszcza i nikt nie zaproponował mu psychologa, dodatkowych zajęć ani wczesnego wspomagania rozwoju.
Czytaj teżŁynostrada w Olsztynie tonie i pęka. Most w Ząbiu pilnie do wymianyNagranie, po którym zapadła decyzja o zabraniu syna
Tymek był podopiecznym Przedszkola Miejskiego nr 18 Specjalnego, działającego przy Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Olsztynie. To placówka stworzona właśnie dla dzieci wymagających szczególnego wsparcia. Mama liczyła na współpracę ze specjalistami i postępy syna.
Niepokój narastał od marca. Kobieta opowiadała wcześniej, że odebrała syna przemoczonego, roztrzęsionego, a chłopiec — który nie mówi — miał czołgać się do stóp wychowawczyni i ją przepraszać. Gdy przestała wierzyć, że syn opowie jej cokolwiek słowami, ukryła w jego ubraniu dyktafon. Zarejestrował około sześciu godzin pobytu w placówce.
Według relacji mamy słychać na nim rozpaczliwy płacz oraz kobiecy głos wypowiadający zdanie „Bo znowu cię przyduszę”. Fragment nagrania trafił do redakcji lokalnego portalu i do miejskiego wydziału edukacji. Po jego ujawnieniu dwie wychowawczynie zostały odsunięte od pracy, zmieniono też pomoc nauczyciela, psychologa i nauczyciela wczesnego wspomagania.
Śledztwo w fazie in rem
Materiały przekazane przez rodzinę analizuje Prokuratura Rejonowa Olsztyn-Południe. Postępowanie wszczęto 24 kwietnia i dotyczy okresu od lutego do 9 kwietnia. Prawnicy kwalifikują je wstępnie jako podejrzenie fizycznego i psychicznego znęcania się nad małoletnim nieporadnym z uwagi na wiek, czyli czyn z art. 207 § 1a Kodeksu karnego.
Śledczy — jak przekazała Prokuratura Okręgowa w Olsztynie — przesłuchują świadków i badają nagrania. Nikomu nie przedstawiono dotąd zarzutów, sprawa toczy się w fazie in rem, a czynności przedłużono do końca września. Oznacza to, że prokuratura nie przesądza dziś, czy i kto odpowie karnie. Za taki czyn grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia, co potwierdzają oficjalne komunikaty prokuratury w podobnych sprawach z regionu.
Równolegle dyrektor placówki miał zawiadomić prokuraturę po ujawnieniu sprawy, o czym informuje ratusz w odpowiedzi na pytania dziennikarzy.
Miasto wskazuje jedną placówkę, mama mówi nie
Po pierwszej publikacji o sprawie Urząd Miasta Olsztyna odpowiedział po kilku dniach. Z odpowiedzi wyłania się sedno problemu: zdaniem ratusza tylko jedna miejska placówka spełnia dziś wytyczne z orzeczenia Tymka — właśnie Przedszkole nr 18. Urzędnicy podkreślają, że nie mogą nakazać przyjęcia dziecka innej instytucji, a wiceprezydent odpowiedzialna za oświatę miała pytać o miejsce w Zespole Placówek Edukacyjnych, gdzie jednak brakuje wolnych miejsc.
Miasto zapewnia, że kadra mogąca zajmować się chłopcem została wymieniona, jak to ujęto, w stu procentach. Dla mamy to jednak nie jest argument. Nie chce odprowadzać syna do sal, które kojarzą mu się ze strachem. Przed zapowiedzianym na piątek spotkaniem z wiceprezydent mówi, że jeśli usłyszy propozycję powrotu do „osiemnastki”, poprosi o pisemne gwarancje: zakaz dociskania i krzyku oraz pełne respektowanie orzeczenia.
W dyskusji, która rozgorzała po pierwszym tekście, pojawił się wątek rzekomych zgód na fizyczne przytrzymywanie dzieci. Pani Barbara twierdzi, że nie przypomina sobie, by podpisywała taki dokument, i nie pamięta, by ktokolwiek dawał jej go do akceptacji.
Pięć miesięcy pism i ciszy przy telefonie
Drugi problem zaczął się tam, gdzie skończył się pierwszy. Główna rekrutacja była już zamknięta, gdy chłopiec opuścił przedszkole. Mama dzwoniła, chodziła do placówek, składała wnioski. Słyszała głównie o braku miejsc. Od kwietnia pozostaje w kontakcie z wydziałem edukacji, w sierpniu napisała obszerne pismo do prezydenta Roberta Szewczyka z prośbą o osobistą interwencję.
Koniec wakacji przyniósł nerwowe oczekiwanie. Kobieta relacjonuje, że pod koniec sierpnia miała usłyszeć w urzędzie prośbę o jeszcze kilka dni i obietnicę telefonu. Telefon — jak mówi — nie zadzwonił. Próbowała umówić się z prezydentem, potem z jego zastępczynią do spraw oświaty, bez powodzenia. Dla dziecka każdy taki tydzień to regres: mama opisuje moczenie się, uderzanie się po głowie i utratę zaufania do dorosłych.
Nie domaga się — jak podkreśla — przywilejów ani łamania przepisów. Chce miejsca, w którym syn będzie bezpieczny i wróci do dzieci, zabawy i terapii. Nowe orzeczenie dopuszcza, w jej ocenie, placówkę specjalną, integracyjną lub ogólnodostępną, o ile dostanie odpowiednie wsparcie.
Co dalej
Najbliższym krokiem jest rozmowa mamy z władzami miasta. Jeśli nie przyniesie konkretu, chłopiec spędzi w domu kolejne tygodnie, a sprawa wróci do punktu wyjścia: jedno dziecko, jedno orzeczenie i system, który na papierze ma dla niego miejsce tylko tam, dokąd rodzina boi się wrócić. Finał karny rozstrzygnie prokuratura, ale kwestia edukacyjna nie wymaga wyroku — wymaga decyzji administracyjnej.
Dla innych rodziców z Warmii i Mazur ta historia jest przestrogą i wskazówką zarazem: niepokojące sygnały z placówki warto dokumentować, zgłaszać do organu prowadzącego i — gdy zachodzi podejrzenie przestępstwa — bezpośrednio do prokuratury, zachowując kopie pism i daty rozmów.
Źródła
Tekst opracowany z pomocą sztucznej inteligencji. Za publikację odpowiada Redakcja Co w Olsztynie.
Powiązane materiały
Olsztyn daje 3 mln zł na remonty mieszkań komunalnych
Olsztyn przeznaczył w tym roku 3 mln zł na remonty lokali komunalnych. Pieniądze mają pozwolić przygotować do ponownego zasiedlenia 54 mieszkania. Równolegle miasto ograniczyło sprzedaż lokali najemcom i obniżyło bonifikaty, żeby zatrzymać mieszkania w gminnym zasobie.
Siedem drzew do wycinki w Olsztynie. Gietkowska i Poprzeczna
Siedem drzew z dwóch olsztyńskich adresów ma zostać wyciętych tej jesieni. Chodzi o wierzbę rosnącą przy ul. Gietkowskiej 9e oraz sześć topól kanadyjskich przy ul. Poprzecznej 16B. Zamawiający wyznaczył konkretne okazy, określił sposób pomiaru pni i narzucił wykonawcy zasady ochrony zwierząt oraz termin prac do 16 listopada 2026 roku.
Olsztyn odkupi dworzec PKS za 13,5 mln zł. Zadecydują radni
Ratusz porozumiał się z prywatnym właścicielem dawnego dworca PKS i chce odkupić działkę oraz budynek za 13,5 mln zł, czyli o 2,5 mln zł mniej niż wskazał rzeczoznawca. O transakcji zdecydują radni na najbliższej sesji. Jeśli wyrażą zgodę, miasto zachowa obsługę autobusową i uporządkuje teren przy placu Konstytucji 3 Maja.