Na Warmii brakuje schronów. Gminy nie mają gdzie ukryć ludzi
Włodarze gmin w całej Polsce przyznają wprost: nie mają gdzie ukryć mieszkańców w razie alarmu powietrznego czy innego zagrożenia. Problem dotyczy też Warmii i Mazur — burmistrz Kisielic mówi o braku miejsc schronienia, choć gmina szkoli ludzi i buduje magazyny przy OSP. W tle są miliardy z rządowego programu i apel wiceministra o szukanie bezpiecznego miejsca we własnym domu.

Pytanie miało być proste: ile osób gmina jest w stanie ukryć, gdy zawyją syreny. Odpowiedzi włodarzy, zebrane przez Serwis Samorządowy PAP, okazały się zaskakująco szczere i niepokojące. Zamiast liczb padło zdanie, które powtarzało się w kolejnych gminach — że mieszkańców zwyczajnie nie ma gdzie schować.
Wątek dotyczy całej Polski, ale wybrzmiewa też blisko Olsztyna. Wśród przepytanych samorządowców znalazła się Beata Lejmanowicz, burmistrz Kisielic w województwie warmińsko-mazurskim, która potwierdziła, że jej gmina takich miejsc po prostu nie ma.
Czytaj teżOlsztyn daje 3 mln zł na remonty mieszkań komunalnych„Nie mamy żadnego schronu”
Na Warmii brakuje schronów. Gminy nie mają gdzie ukryć ludzi / Ilustracja / Muse Image
Najostrzej sytuację opisał Michał Rudzki, burmistrz Karczewa na Mazowszu. Przyznał, że na terenie jego gminy nie funkcjonuje obecnie żaden schron, a miejsca doraźnego schronienia są dopiero projektowane. W praktyce jedyny taki punkt znajduje się na prywatnym osiedlu i służyłby głównie jego mieszkańcom.
W razie realnego zagrożenia ludziom z Karczewa zostałyby więc piwnice i pomieszczenia w prywatnych domach. Sam burmistrz zastrzegł przy tym, że nikt nigdy nie sprawdzał ich odporności na nalot czy falę uderzeniową. Piwnica pod domem i ziemianka na przetwory to nie to samo co obiekt ochronny.
Podobnie mówił Marcin Łaguna, burmistrz Wąwolnicy w województwie lubelskim. Ocenił, że jego samorząd nie jest w pełni gotowy na sytuację kryzysową, a procedury, przetargi i codzienne obowiązki przerastają możliwości małego urzędu. Jak ujął to wprost, gminy nie mają gdzie ukryć mieszkańców.
Kisielice i Głuchołazy: szkolenia są, murów nie ma
Dla czytelników z Warmii i Mazur najważniejszy jest głos z Kisielic. Burmistrz Lejmanowicz podkreśliła, że gmina szkoli mieszkańców i stawia magazyny przy jednostkach Ochotniczej Straży Pożarnej, a każde otrzymane pieniądze są natychmiast wykorzystywane. Mimo to miejsc schronienia brakuje, bo Kisielice nigdy takiej infrastruktury nie miały.
W podobnym tonie wypowiedział się Paweł Szymkowicz, burmistrz Głuchołaz, gminy doświadczonej powodzią z 2024 roku. Głuchołazy mają wyznaczone punkty ewakuacyjne i kupują ciężki sprzęt do akcji ratunkowych, jak koparki czy ładowarki do piasku. Jeśli chodzi o ukrycie ludzi, do dyspozycji jest zaledwie jeden odtwarzany schron obrony cywilnej z czasów zimnej wojny. Dlatego władze przekonują mieszkańców, że najbliższym schronieniem jest najniższa kondygnacja — piwnica albo pomieszczenie, które nie grozi zawaleniem.
Wójt Chrostkowa Mariusz Lorenc dodał trzeci brakujący element układanki: edukację. Jego zdaniem potrzebne są szkolenia dla urzędników i mieszkańców oraz większa rola szkół, bo po latach spokoju ludzie różnie reagują na alarmy i alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
Pieniędzy za mało, alertów za dużo
Włodarze zgodnie wskazują na pieniądze jako wąskie gardło. Burmistrz Wąwolnicy podkreślał, że małe gminy zrobiłyby znacznie więcej, gdyby środki były większe. Broń i drony są ważne, mówił, ale dla wybranego przez mieszkańców wójta czy burmistrza najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa tych, którzy mu zaufali.
Łaguna zwrócił też uwagę na zmęczenie alertami na wschodzie kraju. Kolejne powiadomienia o zakończeniu rosyjskiego ataku na Ukrainę — bez przełożenia na realne schronienie — jego zdaniem zobojętniają ludzi. Trudno wyjść ze schronu, którego się nie ma, i po prostu cieszyć się ulgą.
Skalę państwowych planów pokazują liczby rządowe. Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na lata 2025–2026 przewiduje prawie 34 mld zł, z czego około 5 mld zł w 2025 roku miało trafić bezpośrednio do samorządów. Pieniądze mają iść na schrony, miejsca doraźnego schronienia, magazyny, sprzęt dla straży i systemy ostrzegania. Dla porównania same samorządy z Mazowsza podpisały ostatnio umowy na ponad 190 mln zł, obejmujące blisko 600 obiektów — ale, jak podkreślał wojewoda mazowiecki Mariusz Frankowski, większość z nich jest dopiero na etapie dokumentacji, a jeszcze w tym roku modernizację przejdzie niespełna 90 obiektów.
Wiceminister: najpierw sprawdź własny dom
Do przygotowania indywidualnego odniósł się wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Wiesław Leśniakiewicz. Zaapelował, by każdy zawczasu poszukał bezpiecznego miejsca w swoim mieszkaniu albo domu jednorodzinnym. Najbezpieczniejsze jest wszystko poniżej poziomu terenu — pomieszczenia bez okien, o możliwie odpornych ścianach.
Jak wyjaśniał, przy nagłym zagrożeniu może zabraknąć czasu na dotarcie do punktu wyznaczonego przez służby. Strącony obiekt i jego odłamki mogą spaść w różnych miejscach, a alert o czwartej nad ranem nie zostawia chwili na poszukiwania. Dlatego ochrona własna, domowa, jest w pierwszej minucie ważniejsza niż gminna ewidencja schronów.
Co to oznacza dla mieszkańca regionu
Obraz, który wyłania się z rozmów, jest dwuwarstwowy. Państwo buduje system — program, miliardy, dokumentacje, magazyny przy remizach — ale ten system jeszcze nie stoi. Pomiędzy ogłoszonym finansowaniem a gotowym schronem jest luka kilku lat, projektów i przetargów. W tej luce mieszkaniec Olsztyna, Kisielic czy okolicznych wsi ma do dyspozycji głównie własną piwnicę, klatkę schodową bez okien i wiedzę ze szkoleń.
Warto więc już dziś sprawdzić, gdzie w domu jest najniższe pomieszczenie bez okien, gdzie zamknąć wodę i gaz oraz gdzie trzymać latarkę, radio na baterie i naładowany telefon. To nie zastąpi schronu, ale w scenariuszu, o którym mówi wiceminister — odłamki, nagły alarm w nocy — właśnie taka domowa gotowość decyduje o pierwszych minutach.
Jak przygotować domowe miejsce schronienia
Z wypowiedzi wiceministra i zaleceń obrony cywilnej wynika kilka prostych zasad. Wybierz pomieszczenie poniżej poziomu terenu, najlepiej piwnicę albo parter bez okien. Unikaj miejsc z dużymi przeszkleniami i lekkimi ściankami działowymi. Upewnij się, że strop i ściany nie grożą zawaleniem, a przejście do pomieszczenia jest drożne.
Trzymaj pod ręką latarkę, wodę, podstawowe leki i naładowany powerbank. Ustal z domownikami jeden punkt zbiórki w domu i jeden sposób kontaktu, gdyby sieć komórkowa była przeciążona. Śledź komunikaty RCB i lokalnego urzędu, ale nie czekaj z przygotowaniem na syreny — miejsce schronienia wybiera się za dnia, nie o czwartej nad ranem.
Źródła
Tekst opracowany z pomocą sztucznej inteligencji. Za publikację odpowiada Redakcja Co w Olsztynie.
Powiązane materiały
Warmia i Mazury: 65 gmin uchwaliło plany ogólne
65 ze 116 gmin Warmii i Mazur ma już uchwalone plany ogólne – wynika z najnowszych danych Geoportalu i Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Wśród nich są Olsztyn, Elbląg i Iława. Dokumenty te decydują o tym, gdzie będzie można budować domy, a gdzie powstaną usługi, przemysł czy zieleń, dlatego ich brak bezpośrednio uderza w mieszkańców planujących inwestycje.
Barczewo: Krajowy Trening Reagowania dla mieszkańców
W sobotę 29 sierpnia na terenie Ochotniczej Straży Pożarnej w Barczewie odbył się Krajowy Trening Reagowania — ogólnopolskie ćwiczenia edukacyjne z udziałem policji i straży pożarnej. Mieszkańcy uczyli się rozpoznawać sygnały alarmowe, weryfikować informacje i przygotować plecak ewakuacyjny. W wydarzeniu udział wzięli m.in. minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński oraz komendant wojewódzki policji. Organizatorzy podkreślali, że bezpieczeństwo zależy też od przygotowania samych mieszkańców.
Krajowy Trening Reagowania w sobotę. Punkty na Warmii i Mazurach
W najbliższą sobotę 29 sierpnia w całym kraju odbędzie się Krajowy Trening Reagowania Akademii OLiOC. Na Warmii i Mazurach punkty edukacyjne powstaną w kilkudziesięciu miejscowościach, a w Olsztynie mieszkańcy spotkają się na plaży w Gutkowie nad jeziorem Ukiel. Mieszkańcy nauczą się rozpoznawać sygnały alarmowe, sprawdzać oficjalne komunikaty i kompletować plecak ewakuacyjny. Udział jest bezpłatny.